<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Wyjazd"> 
<author_1=Maria Zientarowa>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="2">
<date=1954-02-28>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Matka Jasia knua co od kilku tygodni. Prowadzia w tej sprawie dug i czst korespondencj z cioci Andzi. I udao si. Ciocia Andzia powicia si. Zaofiarowaa si zabra Janka i Andrzeja na dwa tygodnie do swojej matki, a ich babci do Karpacza.
 Chopcy  powiedziaa matka Jasia w pewien pitek.  W niedziel rano przyjeda ciocia Andzia i wieczorem zabierze was do Karpacza. Tam s gry i nieg i rne dzieci. Bdziecie mieszkali u babci Rogalskiej.
 Ja nie dam sobie postawi baniek  powiedzia Janek od razu. Czy dostan sanki?
 Sanki pewnie tam bd  uspokoia go matka.  W Warszawie te s, ale bardzo drogie. Poyczycie sobie od kogo. Andrzej wemiesz narty.
 Pewnie, e wezm. Tylko kup mu sanki, bo on mnie zamczy.
 Sanek nie kupi, bo nie mam pienidzy, chyba e pjdziecie piechot do Karpacza.
Zaczli si nad tym zastanawia, a matka Jasia wzia si do cerowania, atania i przyszywania guzikw.
 Popro ojca, eby zdj walizk z pawlacza  powiedziaa do Andrzeja.
Pobiegli obydwaj do pokoju rodzicw i po chwili wrcili.
 Tata zy.
 Dlaczego?
 Mwi, e zajty.
 A co robi?
 Nic nie robi.
 Nic?
 No nic. Czyta.
 No to dajcie mu spokj.
 Tata to nigdy nic nie robi, tylko czyta albo pisze  powiedzia Janek.  Ja musz mie oddzieln walizk, bo ja mam rne rzeczy do zabrania. Pojad wszystkie zwierzta i gara, co mi zrobi stryjek na imieniny.
 No chodcie, pomoecie mi uoy na ku wszystko co jest do zabrania, a potem zapakujemy  powiedziaa matka Janka, ktra od kilku dni bya w wspaniaym humorze.
Po pewnym czasie w pokoju dzieci zjawi si ojciec Janka.
 Dajcie spokj!  krzykn od progu.  Czy oni musz to wszystko zabra? Przecie jad tylko na dwa tygodnie. I w ogle skd oni maj tyle tych achw. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
